|
|
... ABY W
LABIRYNCIE ZDARZEŃ
I SYTUACJI ZNALEŹĆ PROSTĄ DROGĘ
- TWORZYMY TĘ
OTO KSIĘGĘ.
„
Pozwól mi, abym zawsze i przede wszystkim wnikał w siebie.
Pozwól mi,
abym był uczciwy i prawdomówny.
Pozwól mi, abym
potrafił być za siebie odpowiedzialny.
Pozwól mi,
abym raczej rozumiał, niż był rozumiany.
Pozwól mi, abym
ufał i miał wiarę w siebie i bliźniego.
Pozwól mi,
abym raczej kochał, niż był kochany.
Pozwól mi, abym
raczej dawał, niż otrzymywał.”
Oto:
Księga Obyczajów
tego domu - obyczajów których świadome i dobrowolne przestrzeganie
jest warunkiem skutecznej terapii. Oto sacrum, które pomoże nam
odróżniać dobro od zła
i zmienić się duchowo.
Wypaleni
duchowo, odarci z uczuć, zakłamani, źli i bezwzględni. Przyjeżdżamy
tu z różnych pobudek i motywów, najczęściej zapatrzeni w siebie,
egoistyczne „żywe trupy”. Nie ma w nas życia, jest za to brak
perspektyw. Lęk przed każdym kolejnym dniem zabijamy narkotykami i
alkoholem.
Przyjeżdżając tu –
zostawiamy za sobą spustoszenia wśród naszych najbliższych, brak
nadziei, zaufania, rozpacz, żal i ból.
Tu jednak stajemy
przed nową rzeczywistością. Stajemy
w obliczu prawdy o nas samych, o naszym uzależnieniu, o naszej
chorobie.
Okaleczyliśmy sami,
na własne życzenie, naszą sferę duchową, fizyczną, intelektualną,
społeczną i materialną. Jesteśmy jednak dziećmi szczęścia,
wybrańcami opaczności czy losu, który na naszej drodze życia
postawił Dom. Jest to dla nas szansa wyjątkowa
i chociaż nie każdy z nas zechce z niej skorzystać, wyznacza ona
naszą drogę ku życiu prawdziwemu, pełnemu, radosnemu i trzeźwemu.
I chociaż nierzadko
czekają nas trudy i wyrzeczenia – nagroda jest wspaniała. I tylko od
nas samych zależy, czy po nią sięgniemy.
Dom nasz ma swoje
Obyczaje, które stanowią drogowskazy, propozycje i sugestie na
drodze do pełni życia. Nie wszystko udaje się spisać, niektóre z
nich ciągle powiększają listę, ulegają zmianom
i modyfikacjom. Są też między nimi obyczaje szczególne
i nienaruszalne, których nie łamiemy, nie przekraczamy, bo szkodzi
to lub wręcz uniemożliwia nasze leczenie.
Obyczajem naszego
Domu są przemiany. Dotyczą one każdej ze sfer naszego zaburzonego
dotychczas życia. Nie wolno nam tylko czekać na cud „nabijać”
abstynencji i liczyć na to, że choroba minie sama jak katar.
Cmentarze pełne są narkomanów i alkoholików, którzy karmili się tymi
złudzeniami w wielu ośrodkach.
Brak przymusu –
jest bardzo ważnym obyczajem. Tak jak nie można wyleczyć się za
kogoś lub dla kogoś, tak też nie można wyleczyć się pod przymusem.
Aby podjąć decyzję o zmianie swojego myślenia, podejścia do
otoczenia i swojej osoby musimy być w pełni
i dobrowolnie przekonani o takiej konieczności. Musimy sami dojrzeć
do takiej decyzji i konsekwentnie ją realizować dążąc do obranego
celu.
Brak również miejsca dla ludzi, którzy nie chcą korzystać
z wyciągniętej do nich pomocnej dłoni. Uważamy, że mniejszym złem
jest skonfrontowanie ich z rzeczywistością i uświadomienie, kim jest
aktywny lub nieleczący się narkoman, niż karmienie ich iluzjami
i mrzonkami, że wszystko jest w porządku. Być może nie nastał
jeszcze ich czas do pełnej, wielkiej przemiany. Tak więc obyczajem
domu jest, by ludziom nie szkodzić i nie przeszkadzać w sposobie
życia, jaki wybrali.
Ci którzy decydują
się na przerwanie terapii, widać nie stracili jeszcze tak wiele, by
w bilansie zysków i strat degradacja życia przerwała euforię i
pozorną wolność, jaką dają alkohol i narkotyki.
Tradycją naszego
Domu jest uczciwość. Wynika z niej nasze ciągłe „odkłamywanie”
samych siebie, rozbrajanie naszych mechanizmów uzależnień, otwartość
i szczerość, z jaką przyznajemy się do naszych błędów, kłamstw,
wykroczeń i oszustw, manipulacji, lenistwa i wygodnictwa.
Obyczajem jest
spowiedź o każdej porze dnia i nocy, w rezultacie której uzyskujemy
na nowo czystość duchową, umożliwiającą dalsze przemiany. Jesteśmy
uczciwi wobec siebie samych i społeczności, gdy otwarcie, szczerze
mówimy o swoich problemach, o tym co nas „gryzie” i nam przeszkadza.
Uczciwość oznacza
nieukładowość, która też jest obyczajem. Dlatego też nie wchodzimy
sami w układy i z całą szczerością i życzliwością reagujemy na te,
które wokół siebie widzimy. W ten sposób leczymy siebie, ale także
nasze siostry i naszych braci ze społeczności. Dajemy im w ten
sposób prawdziwą pomoc. Nie nosimy masek i nie przyznajemy się w
trakcie spowiedzi do mniejszych nieuczciwości po to tylko, by ukryć
większe. Nie prowadzimy „gry pozorów” z sobą i otoczeniem, gdyż w
przeciwnym razie nasze życie i nasza trzeźwość będą faktycznie tylko
pozorne.
Obyczajem naszego
Domu jest wzajemna życzliwość, troska
o drugą osobę, właściwie pojęta pomoc. Za bardzo ważną uznajemy
szczerość, z jaką udzielamy informacji. Robimy to asertywnie, to
znaczy bez gniewu, ale stanowczo i jednoznacznie, by nie zostawić
miejsca na niedomówienia i niejasności.
Unikamy
wulgaryzmów, jakiejkolwiek agresji czy też zniechęcania innych.
Bardziej jednak niż słowem staramy się pociągnąć ich własnym
przykładem, czynami i sposobem życia. Staramy się unikać złośliwości
i „obmawiania”.
Ze szczególną uwagą
staramy się słuchać i realizować słowa Lidera i przekazywać je całej
społeczności. Zdecydowanie unikamy typowo narkomańskich zachowań i
stylu życia (wylegiwanie się
w łóżku, wygląd zewnętrzny, euforyczne i radosne rozmowy o starym
życiu, „nakręcanie się” muzyką, samotnością, czasem medytacją
i wspomnieniami).
Biorąc aktywny
udział w życiu społeczności, w spotkaniach
w Sali Przemian, staramy się podnosić poprzeczkę wymagań, doskonalić
się licząc, że w nasze ślady pójdą inni.
Przyjeżdżamy do
tego Domu zagubieni, odarci z uczuć, by zawrócić z drogi prowadzącej
ku zatraceniu i obudzić się do życia.
Wegetując w świecie
iluzji, bezlitośni wobec samych siebie, zgubiliśmy gdzieś poczucie
norm etycznych.
Stworzyliśmy sobie
piekło na Ziemi, czy jednak skazani jesteśmy na wynaturzenie i
bezsilność wobec nałogu?
Wszak
każdy dzień spędzony tutaj uzbraja nas w siłę i mądrość. Pozwala
otworzyć nasze zniewolone umysły, kształtować nasze uczucia, uczyć
się myśleć.
Droga
nasza jest ciernista i pełna pułapek, jednak nie tracimy nadziei
kierunek bowiem wskazuje nam ta Księga.
|